W najbliższą niedzielę wszyscy miłośnicy talentu Roberta Kubicy będą już po raz czwarty w tym roku trzymać kciuki za polskiego kierowcę na trasie Grand Prix Formuły 1. Miejmy nadzieję, iż to pomoże – Kubicę od początku sezonu prześladuje niesamowity pech, który nie pozwolił jeszcze na zdobycie ani jednego punktu i osiągnięcie linii mety tylko raz i to tylko na 13 miejscu.

Przy okazji startów Polaka w Formule 1 już kilka lat temu pojawiły się pobożne życzenia zorganizowania wyścigu w Polsce. Najpiew jednak musiałby powstać tor, którego koszt budowy mógłby sięgnąć nawet 500 milionów złotych. Suma to astronomiczna, pomysł odważny, a szanse na realizację bardzo różne. W przerwie między marzeniami o przyszłości warto sięgnąć w przeszłość. Otóż Polska… miała już kiedyś swoje Grand Prix (z wyścigów tej serii utworzono po drugiej wojnie światowej F1)! Areną zmagań były ulice Lwowa.

Pierwszy wyścig odpowiadający mniej więcj światowym standardom formuły GP (stąd mniej lub bardziej oficjalne nazywanie go w pierwszych dwóch latach Grand Prix) został zorganizowany w 1930 roku przez Małopolski Klub Automobilowy. Trudna trasa (schemat poniżej) składająca się z ostrych zakrętów i wąskich uliczek pokrytych asfaltem oraz niezwykle śliską kostką bazaltową i przecinanych miejscami torami tramwajowymi, które smarowano specjalnie kalafonią liczyła sobie 3,045 kilometra długości.

Trasa Grand Prix Lwowa

Pierwszy wyścig, który był nie lada wyczynem organizacyjnym, liczył sobie 17 okrążeń. Zmagania rozegrano między innymi w kategorii sportowej (10 okrążeń) i wyścigowej (pełny dystans). W tej drugiej zwyciężył Henryk Liefeldt na Austro-Daimlerze osiągając średnią prędkość 81,32 km/h.

Mercedes SSK

W roku 1931 obsadzonym w znacznie większym stopniu niż rok wcześniej przez zagranicznych zawodników triumfował Hans Stuck na samochodzie Mercedesa (model SSK – powyżej), który zdublował wszystkich konkurentów. Niemiec pokonał dystans 50 okrążeń ze średnią prędkością 78,13 km/h.

Caracciola

Na stacie Grand Prix Lwowa w 1932 roku pojawił się między innymi słynny Rudolf Caracciola (powyżej), zwycięzca niezliczonej liczby wyścigów wszelkiej maści i zdobywca szeregu mistrzowskich tytułów, a także kierowca rekordowego Mercedesa W154, którym w 1939 roku rozpędził się do przeszło 430 km/h. Niemiec jadący legendarną Alfą Romeo 8C Monza (poniżej) nie miał we Lwowie konkurencji. Zwyciężył po 66 okrążeniach ze średnią prędkością 86 km/h. Drugi kierowca na mecie miał stratę aż 7 okrążeń. Mimo wszysko po latach to właśnie Lwów znalazł się obok Monte Carlo i Nuerburgringu na liście najtrudniejszych tras według Caraccioli.

Alfa Romeo 8C Monza

W 1933 roku zabrakło wielkich sław, ale zagraniczna ekipia jadąca samochodami Bugatti ponownie nie dopuściła do głosu Polaków. Po 100 okrążeniach dających dystans dzisiejszych wyścigów F1 zwyciężył Eugen Bjoernstad z Norwegii na Alfie 8C Monza, średnia prędkość 82,78 km/h. Było to ostatnie GP Lwowa, które głównie z powodu kryzysu finansowego całowicie zarzucono.